wtorek, 6 kwietnia 2010

Święta, świeta i po świętach....

         Tyle sprzątania i szykowania a święta jak z procy przeszły. Ale za to w tym roku święta były bardziej wesołe niż zeszłoroczne.
        W zeszłym roku zaraz przed świętami zmarł mój tato i dziwne były święta. Pierwsze święta bez taty, dlatego pełne smutku i żalu i z ciągłym pytaniem  '' dlaczego...? " A w tym roku mimo tego że to rok po śmierci taty jakoś weselej było, może dlatego że minęło trochę czasu...

              

          W sobotę z rana poszliśmy poświęcić pokarmy. Alusia dzielnie niosła swój koszyczek do kościoła i z powrotem.

            Po obiadku pojechaliśmy do parku ze zwierzątkami na dłuższy spacerek.Odwiedzić zwierzątka po zimowej przerwie.
Z zeszłego roku Alutka pewnie nic nie pamięta ale w tym roku jej się bardzo podobało, szczególnie zwierzątka.

  

           Pogodę na spacer mieliśmy świetną. Słoneczko nam świeciło, nie wiało i w miarę ciepło było.

             W Niedziele Wielkanocną przed południem wraz z mężem wyruszyliśmy w drogę do mamy. Na nóżkach - a co spacerek świąteczny, taki dłuższy ;-) Od nas do mamy jest tylko 5 kilometrów. Droga w miarę przyjemna więc miło się szło.
             Po obiadku u mamy, poszliśmy na spacerek z Mamą, Alusią i koleżanką Ewelina. Do lasku niedaleko mamy bloku. Alusi się podobało, wybiegała się po lasku, wyskakała wypiszczała. Ala bardzo lubi takie spacerki.


               Było bieganie z górki na pazurki z babcią, goni goni z patykiem, potem pisz pisz po piasku.


              A mówię wam jak super pachnie w lesie. Ja i Ewelina zrobiłyśmy sobie świąteczne bukieciki z bazi i brzozy. Będę mieć zielono w wazoniku w domku jak tylko się liście rozwiną


                 A wczoraj z rana nie miła niespodzianka za oknem. Pochmurno i deszczowo. Niestety przyszło nam do domku wracać tramwajem. Spacerku niestety nie było ;-( Mocno zlanego dyngusa też nie, najwyżej co to z nieba zlany przez deszczyk.
I tak kochani święta szybciutko uciekły. Ale za to jajka gotowane na twardo- pisanki jak smakowały. Nie wiem czy wy też tak macie ? Ale mi jajka jakoś inaczej smakują w  Wielkanoc i mogę ich zjeść dużo. Smakują mi tak jak by były moim ulubionym danie, ale tylko na te dwa dni. ;-)

       Na koniec chciałam się pochwalić wam moim żakiecikiem który uszyłam sobie 6 lat temu na maturę...
W czasie porządków odnalazł się u mamy w szafie, niestety w spodnie które do niego sobie uszyłam już się nie mieszczę, ale w żakieciku świetnie mi się chodzi i dalej tak samo bardzo mi się podoba jak wtedy gdy go uszyłam.


Pozdrawiam i życzę wam słonecznej pogody, bo niestety u mnie zimno i deszczowo ;-|)


4 komentarze:

  1. Widać, że Święta były naprawdę miłe :) A żakiecik - mmm rewelacja, do takich reczy to już trzeba mieć odpowiednią "szkołę" - podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. witaj.
    Bardzo ładny blog, miło się go przeglądało. będę tu częściej zaglądać.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. no proszę, na maturke taki piekny żakiecik? ja przed maturą to niestety chyba za bardzo szyc jeszcze nie umiałam:P Mam nadzieję, że ladnych słonecznych dni będzie teraz coraz więcej i coraz wiecej okazji do spacerków:) pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ładnie wyszłaś na zdjęciach a mała dziewczynka cudna jest. Taki słodzik malutki.

    OdpowiedzUsuń

Fajnie że zostanie ślad po twoich odwiedzinach.
Pozdrawiam

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.