sobota, 20 listopada 2010

Świąteczna podstawka pod świeczke

         Wciągnęło mnie, zassało.

         Decoupage mi się na maksa spodobało. I powstała kolejna rzecz. Tym razem ozdoba na święta.
Podstawka pod świeczkę. W moim przypadku będzie ona na stół.


         Z zeszłego roku mam nauczkę, nie tylko świecznik do świeczki ale też podstawka się przydaje. Cudem doczyściłam stół.
Ale teraz mam mały problem. Muszę jakiś świecznik wykombinować. Ten co mam nie bardzo pasuje.
Podobne coś podpatrzyłam w jakimś sklepie z ozdobami tylko w innym kształcie.
Moja jest prostokątna, zielona oczywiście z motywem świątecznym.
         Podkładka trochę taka nietypowa, bo pomarszczona i spękana- nie moja wina. Naprawdę.


Wina farby ale efekt bardzo mi się podoba. Dlatego powstają dwie następne podkładki.

Pozdrawiam

wtorek, 16 listopada 2010

Zapraszam na kawe


         Uratowałam przed wyrzuceniem, zapomnieniem... Uratowałam bo zawsze takie chciałam mieć. Ale co najmniej 6 z talerzykami i na stojaku. A puki co to mam takie, stare, bardzo stare... podobno maja ponad 30 lat i z kompletu 6 filiżanek i talerzyków zostały trzy filiżanki i cztery talerzyki.


Uratowałam je gdy teściowa robiła porządek w kuchni w rzeczach po babci. Mi się bardzo podobają, takie proste z delikatnym zdobieniem.
Kawa smakuje z nich wyśmienicie. Można pić i pić. Po prostu maja jakiś swój urok, magię czasu zaklętą w sobie.
             Jeszcze ma, też po babci. Solniczkę ze ślicznym kwiatowym motywem. Ta solniczka podejrzewam że też stara ale śliczna.


Będzie się ładnie prezentować na półce w kuchni.
Pozdrawiam

niedziela, 14 listopada 2010

Moje pierwsze decoupage

          Myślę że jak na pierwszy raz wyszły mi całkiem udane pojemniczki. I wiecie co spodobało mi się bardzo i mam już następne rzeczy w planach a nawet jedna w trakcie realizacji. Tylko niestety na efekty trzeba będzie trochę poczekać.
           Po pierwsze ; Decoupage sobie w piwnicy i tylko w godzinach, że tak powiem nocnych. Koło 20 albo 21 pierwszej. Jak tylko Alusia uśnie.
          Po drugie: Na razie mój warsztat pracy dzielę a raczej dzielą się ze mną swoim warsztatem mąż i teściu. Ale dzisiaj się dowiedziałam że planują dla mnie odrębny kącik. Za bardzo się rozgościłam na ich blacie i półkach. Oni niestety nie maja za bardzo gdzie teraz naprawiać te Swoje cacka ;-) 
To im ciąć nie pozwalam bo świeżo co malowane rzeczy stojaą i je pobrudzą, to mi jakieś smary i śrubki pod ręką się poniewierają. I tak się ciśniemy troszku. 

          To może zacznę od początku. Jakiś czas temu brałam udział w wymiance wakacyjnej i dostałam serwetki do decoupage. Leżały i czekały aż się odważę i odważyłam się.
W czasie porządków w piwnicy, gdy teściu przenosił się do nowego gołębnika ze swoimi gargołami- znaczy gołębiami znalazłam takie pojemniczki.


Są to gliniane pojemniczki po jakiś witaminkach dla skrzydlatych przyjaciół.
        Wyczyściłam je papierem ściernym, wymyłam i myślałam co z nimi zrobić i wtedy przypomniałam sobie o serwetkach. W piwnicy znalazłam resztkę niebieskiej i bezbarwnej farby.
Posiedziałam w piwnicy dwa wieczory i powstały takie oto pojemniczki na... na...
Przeznaczenie jeszcze nie zostało do końca wymyślone. Ale i tak bardzo mi się podobają.



P.S
Nie wiem jak u Was było dzisiaj. U mnie bardzo cieplutko prawie 18 stopni. Słonko świeciło i po raz pierwszy od kilku dni nie wiało. A na ogródku na zielonej trawce zaczęło się robić wiosennie zamiast jesiennie.

Pozdrawiam