czwartek, 14 kwietnia 2011

Zielona reanimacja...

           Mam, mam w końcu kupiłam upragniony zielony materiał na  mój wiosenny kuchenny obrus. Miał być ciemny zielony taki butelkowy, ale ten jest wiosenny. Taki soczysty ;-)
Jak tylko go zobaczyłam w sklepie odrazy wiedziałam że muszę go kupić, że to ten kolor którego tak szukałam.


         Skoro materiał się zakupił, yyy raczej ja go zakupiłam, musiałam dokupić od razu lamówkę. I tu kolejne utrudnienie, klopsik. Nie było zielonej lamówki ;-(
Ale pomyślałam przecież wstążkę można zaprasować na pół i też będzie dobrze. Więc zakupiłam też soczystą zieloną wstążkę.
         Zaraz po południu jak mąż wróci z pracy zje obiadek biorę się za obrusik.
Obrusik będzie- jak by to określić... 
Stary i nowy...
Mój i Ś.P. babci....
        Uratowałam po babci męża dwa długi wąski haftowane bawełniane obrusy. Spodobały mi się te kwiatuszki na nich.


Postanowiłam że moja kuchnia na te święta będzie wiosenna ale tak całą parą.
Więc z jednego obrusika powstanie wąska szarfa na stół, a z drugiego na komodę.

       Dużo po babci zostało takich haftowanych cudeniek, ale niestety za nim ja się do nich dostałam teściowa zdążyła prawie wszystkie wyrzucić. ;-(
Ale i tak się cieszę z tych dwóch uratowanych.
      Zakochałam się w tych kwiatkach i tym hafcie taki jak by jodełkowy.
Bardzo mi się podoba. W wolnej chwili przysiądę i może uda mi się odszyfrować ten hafcik

.


     Już się nie mogę doczekać jak moja kuchnie będzie wyglądała z tymi kwiatuszkami. Oczami wyobraźni widzę, choć ciasna jest ale robi się jasna, słoneczna i wiosenna.
Pozdrawiam.


1 komentarz:

  1. napewno obrus wyjdzie rewelacyjny :) Sliczne hafty no no noa tych starcyh obrusach to czasem arcydziela mozna znalesc ;)

    OdpowiedzUsuń

Fajnie że zostanie ślad po twoich odwiedzinach.
Pozdrawiam

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.