Nie mogłam spać w nocy. Mimo że późno skończyłam szydełkować, oczy miałam zmęczone.
Po godzinie przewracania się na łóżku z boku na bok wstałam i zasiadłam do maszyny.
W nocnej ciszy, spokoju powstały świąteczne podkładki. Sześć małych i dwie duże, ale musi powstać jeszcze jedna w wolnej chwili duża dla Alusi.
Oto efekty mojej nocnej dłubaniny.
Strasznie mi się podobają te choineczki. Mąż mówi że nieźle to wyszło.
Z obecnym Łucznikiem nie mam problemu z zygzakiem. Nie tnie się, nitka się nie rwie nie pląta się.
Świetnie mieć dobrze szyjąca maszynę w domu
A ja mam już pomysł na obrus na stół kuchenny;-)
Pełna chata :)
4 godz. temu




bardzo sympatyczne choineczki :)
OdpowiedzUsuń