sobota, 16 kwietnia 2011

Czas na ryby..

          Wczoraj  jak co roku przed świętami Wielkanocnymi otworzyliśmy rodzinnie sezon na łowienie ryb.  Oczywiście nie obeszło się bez grilla i pieczonego chlebka. Ale najbardziej cieszymy się wszyscy z łowienia rybek. To nasz sport rodzinny.
Oj jak miło posiedzieć nad wodą. Odpocząć. w ciszy z szumem wody i lasu hymmmm...
         

         Alusia w tym roku dostała swoją własną wędkę i kołowrotek. Ile było radości że ona jak tata będzie ryby łowić, robaki brać do ręki. Całą drogę nad wodę to jest 30 minut mówiła w kółko
" Tata ja łowie małe ryby a Ty duże. Dobra. Bo ja mam małą wędkę a ty dużą. "
   

       A nad wodą. Alusia oczywiście pierwsza stała przy brzegu butki już zaczęła zdejmować bo pływać będzie . I Tu się dramat zaczął. Bo nie można, nie ta pora, za zimno.
" Ona chce, bo ona już tu była w wodzie. "
Po woli, tłumacząc dała się przekonać że teraz nie można. Trzeba poczekać aż będzie dużo ludzi, gorąco i mocne słonko.

     Mimo tego frajda była nie z tej ziemi. Tacie robaki podawała kręciła kołowrotkiem. Siedziała i pilnowała wędek.


Cały czas krążyła koło nas kaczuszka, którą karmiliśmy bułką. Powiem Wam w tajemnicy że Alusia się z nią umówiła na następny raz. ;-)
 Jak zbieraliśmy się do domku  Alusia rzuciła jej ostatni kawałek bułki mówiąc
" Kaczka czekaj na mnie, wrócę tu ryby łapać. Pa nara"


      Nie ma nić fajniejszego i lepszego na świecie jak szczęśliwe dziecko. A Nasza Alusia wczoraj była jak w bajce.
Widać nie tylko myśmy tęsknili za wodą i rybami , ale ona też.
 Połknęła chyba na całego bakcyla na łowienie ryb ;-)




Pozdrawiam ;-)

czwartek, 14 kwietnia 2011

Zielona reanimacja...

           Mam, mam w końcu kupiłam upragniony zielony materiał na  mój wiosenny kuchenny obrus. Miał być ciemny zielony taki butelkowy, ale ten jest wiosenny. Taki soczysty ;-)
Jak tylko go zobaczyłam w sklepie odrazy wiedziałam że muszę go kupić, że to ten kolor którego tak szukałam.


         Skoro materiał się zakupił, yyy raczej ja go zakupiłam, musiałam dokupić od razu lamówkę. I tu kolejne utrudnienie, klopsik. Nie było zielonej lamówki ;-(
Ale pomyślałam przecież wstążkę można zaprasować na pół i też będzie dobrze. Więc zakupiłam też soczystą zieloną wstążkę.
         Zaraz po południu jak mąż wróci z pracy zje obiadek biorę się za obrusik.
Obrusik będzie- jak by to określić... 
Stary i nowy...
Mój i Ś.P. babci....
        Uratowałam po babci męża dwa długi wąski haftowane bawełniane obrusy. Spodobały mi się te kwiatuszki na nich.


Postanowiłam że moja kuchnia na te święta będzie wiosenna ale tak całą parą.
Więc z jednego obrusika powstanie wąska szarfa na stół, a z drugiego na komodę.

       Dużo po babci zostało takich haftowanych cudeniek, ale niestety za nim ja się do nich dostałam teściowa zdążyła prawie wszystkie wyrzucić. ;-(
Ale i tak się cieszę z tych dwóch uratowanych.
      Zakochałam się w tych kwiatkach i tym hafcie taki jak by jodełkowy.
Bardzo mi się podoba. W wolnej chwili przysiądę i może uda mi się odszyfrować ten hafcik

.


     Już się nie mogę doczekać jak moja kuchnie będzie wyglądała z tymi kwiatuszkami. Oczami wyobraźni widzę, choć ciasna jest ale robi się jasna, słoneczna i wiosenna.
Pozdrawiam.


środa, 13 kwietnia 2011

Wielkancny zajączek ogrodniczek.

           Dzisiaj tak na szybciutko.
Niestety nie ominie się bez zakupów świątecznych, których bardzo nie lubię. Ale jest tych zmagań sklepowych jeden plus. W końcu może powstanie obrus do kuchni.
Koleżanka dała mi znać że pojawiły się ładne zielone materiały w sklepie, więc nie mogę obejść się samą informacją. Może tym razem coś znajdę dla siebie. A przy okazji mąż stwierdził że można zrobić zakupy grubsze z takie bardziej pod święta.
 Ale do rzeczy.

          Kochane nabrałam rozpędu do ozdób wielkanocnych. Dzisiaj zakończyłam jedną z nich a trzy są w trakcie. Myślę że przy chwili wolnej wieczorkiem jedną z nich dokończę.
Z racji tego że zbliżają się Święta Wielkanocne a moja rameczka miała jeszcze wygląd zimowy wypadało ją odświeżyć.
I tak znikł obrazek zimowy:


A pojawił się pracowity kitajec wielkanocny z kolorowymi pisankami.


Do kąt zmierza nie wiem... Chociaż z takimi pisankami można by cały świat obejść.
Ja to Alusia powiedziała " Mama zając mój bo się śmieje Ali " Tak więc niech będzie Alusiowy.
Pozdrawiam i życzę słonecznego dnia. U mnie co chwile pada.
P.S. Przepraszam za zdjęcia nie najlepszej jakości. Ale tak pochmurno strasznie że w domku nie za widno. Nie najlepszy dzień na robienie zdjęć.
Pozdrawiam ;-)