poniedziałek, 13 czerwca 2011

Usiąde i będe płakać....

           Wszystko jest nie tak, jest na opak albo i gorzej.
            Jak mam nadrobić zaległości na blogu jak zawsze coś wypadnie.
Kilkanaście rzeczy leży zaczętych, prawie skończonych, ale właśnie jest to ALE
Padła mi maszyna  ;-(.
 I co? Brak wolnej gotówki by ją naprawić.

        Potem był zamach na moje życie. Od dwóch tygodni mówię szuszarką zdecydowane NIE. NIE I JESZCZE RAZ NIE.

               Ten oto łazienkowy sprzęt chciał mnie zabić. Podczas suszenia włosów poraziła mnie prądem i to konkretnie.
Doczepiła się frania do mojej ręki na maxa z pomocą pana prądu.
Puściłam ją trzepałam ręką a ta frania dalej do ręki doklejona, dopiero drugą ręką wyrwałam wtyczkę z gniazdka i ją powaliło. Padła na podłogę po drodze jeszcze raz iskrząc.
             Skutek tego spotkania pod prądem... Poparzony mały palec u prawej ręki i troszkę dłoni.
Ale już lepiej. Nie boli, ręka wygląda ładnie, już czarna- osmolona nie jest.

I tu kochane usprawiedliwienie- NIESTETY. Paczuszki na KUCHENNĄ WYMIANKĘ miały być wysłane do 15 CZERWCA. Niestety ja nie dałam rady przygotować paczuszki do końca z tą ręką dlatego  termin WYSŁANIA PACZUSZEK przesunełam na 20 CZERWCA.
Mam nadzieje że mi wybaczycie.

Pozdrawiam